Myślę, że gdzieś głęboko w mojej podświadomości siedzi mały płomyk nadziei, że będzie dobrze. Wiadomo, kiedyś może i będzie dobrze, ale ja chciałabym, żeby było dobrze Z NIM. Mam wrażenie, że nawet przechodzi mi złość na niego? Zostaje jeden mały żal? Dlaczego zniknął z mojego życia tak szybko, tak nagle i bez wyjaśnienia.